środa, 9 kwietnia 2014

Eurotrip #1


To było parę lat temu. Trzeba było sobie jakoś odbić wakacyjną poprawę egzaminu, dogadaliśmy się z Matim, akurat były tanie bilety... no to sru!

Cel: Hiszpania i Portugalia autostopem. 

Zaczęliśmy od Barcelony. Udało nam się dolecieć za trochę ponad 100zł w lecie, więc dobrze wróżył fart na początku wycieczki ;) Mieliśmy nocować u couchsurferów, a raczej u posiadaczy coucha, jednak nie byliśmy za bardzo doświadczeni w tej sprawie i nie udawało nam się znaleźć noclegów. Jednak nie uznaliśmy tego za duży problem i nocowaliśmy po plażach, dworcach, czasami campingach. Problemem było jednak to, że nie mogliśmy złapać żadnego stopa przez dwa dni! Niestety z Barcelony do Walencji musieliśmy skorzystać z komunikacji publicznej... ale potem już szło nieźle.

Podróż trwała 3 tygodnie, jest sporo zdjęć, więc trzeba rozdzielić je na części. Najpierw - Barcelona!
Pierwsze wrażenie - wow! Ta słynna Barca... Gaudi i jego wymysły naprawdę zapierają dech w piersiach, zwłaszcza Sagrada Familia, jednak jeśli chodzi o miasto to za krótko tam byliśmy, żeby poczuć ten klimat. Może kiedyś tam wrócę...

Zaznaczam, że autorem zdjęć jest Mati, a przynajmniej były wykonywane z jego aparatu, gdyż mój sprzęt był skromny (co będzie widać na zdjęciu) i nie ma porównania jeśli chodzi o jakoś zdjęć, dlatego publikuję te lepsze.



Na lotnisku. Czas start!



Pierwszy nocleg na plaży w Tarragonie. Spotkałam kolegę z klasy z przyjaciółmi, którzy także nocowali z nami na plaży! :D Razem raźniej.

Wschód słońca.

Plaża była w centrum miasta.

Higiena - to najważniejsze.

Przypominam sobie hiszpański...

...analizuję dojazd...

... w końcu! Naszym oczom ukazała się słynna, zapierająca dech w piersiach...

...ogromna i nie dająca się uchwycić w całości, piękna, w wiecznej budowie - SAGRADA FAMILIA!

Ojej, ale to wielkie!

Jest co podziwiać.
Pamiątka.
Przerwa na lunch i pomalowany jeden paznokieć (why?!).



Oto mój sprzęt i moja próba uchwycenia kościoła...

A to widok na ten piękny budynek z ogrodów Gaudiego.

Ach, Espana, Espana.

Pozdrawiamy!

Trochę ciężki plecak, do tego upał. Ale i tak idziemy przed siebie.

Odpoczynek w centrum miasta.

Poznajecie? Widzicie kolejkę? :)

Nasze posiłki - przynajmniej na początku. Potem była bagietka, papryka i chorizo.

Co chwilę napotykaliśmy ulicznych grajków.

Nocleg spędziliśmy na campingu przy plaży poza miastem. Uroki końcówki sezonu w Hiszpanii? Zero wrzeszczących i piszczących dzieci, pusta plaża (jak to o świcie). No cóż! Czas ruszyć dalej!

CDN...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz