wtorek, 16 czerwca 2015

No(r) way! 1/2


Podczas, gdy w Polsce niebo raczy nas najdłuższymi dniami, chrabąszcze sieją popłoch wśród istot płci pięknej, a alergicy mają swój najgorszy w roku czas, czwórka Polaków postanawia opuścić na jakiś czas Ojczyznę w poszukiwaniu przygód. Nie wiedzieli oni niestety o kilku rzeczach: nie wiedzieli, że jadąc na Północ czeka ich zima, w czasie gdy upały w ich kraju szaleją w najlepsze; nie wiedzieli, że tam na dalekiej Północy hulają wiatry. Wiedzieli zaś, że ruszają w poszukiwaniu (prawie) białych nocy i najpiękniejszych na tym kontynencie widoków...






Cel był taki: rowerem podbijamy Norwegię, no i oczywiście 'zaliczamy' słynny Jęzor Trolla (Trolltunga). Pierwsza część jeszcze jako tako się udała, ale niestety to raczej Trolltunga nas zaliczył (a właściwie bezwstydnie nas wydymał), a nie my jego. Niestety. A miało być tak pięknie...

Oczywiście, że pięknie było i to WSZĘDZIE. Ze wszystkich krajów Europy jakie widziałam (a tylko kilku jeszcze nie odwiedziłam) mogę śmiało stwierdzić, że to Norwegia jest najpiękniejsza. Tam jest po prostu CUDOWNIE. Wszędzie. Nawet losowo wybrane palcem na mapie miejsce zachwycało nas niesłychanie. Jeżeli jeszcze nie byliście w tym kraju, śmiało polecam.
Oprócz tego, że jest najpiękniejsza, niestety jest też najdroższa. Chleb kosztuje ponad 20 zł, hamburger na stacji benzynowej od 50 zł, a mandaty mają jeszcze wyższe. Jako tako stoi jedynie kawa - ok. 10-15 zł, czyli tylko dwa razy tyle, co na stacjach benzynowych i dokładnie tyle, co w kawiarniach. Ale banda pojechała do Norwegii przygotowana: mieli swoje chleby, pasztety, obiady, zupy, przekąski... głodu nie zaznaliśmy. Ba! Nawet kupiliśmy sobie na miejscu świeże pomidory. :)

Wracając do naszego planu. Przejechaliśmy samochodem Niemcy oraz Danię, stamtąd promem płynęliśmy do Bergen, no i stamtąd już niedaleko do pierwotnego celu - okolic owej tajemniczej Trolltungi. Chcieliśmy jeździć rowerami dookoła fiordów, w międzyczasie pomaszerować na górę i z powrotem. Pierwszego dnia pogoda była sprzyjająca, postanowiliśmy zacząć od dwudniowego treku - czyli Troll na spokojnie. Co nas zaskoczyło? Grube pokłady śniegu, później wichura, śnieżyca.. Zaczęliśmy od słonecznej pogody, jednak po zachodzie słońca (czyli po 23), akurat gdy dotarliśmy na szczyt, rozpętało się śnieżne wariactwo - ledwo rozłożyliśmy namioty. Niestety, wiatr uniemożliwił nam nawet wejście na słynny jęzor... a na górze spotkaliśmy oczywiście Polaków (i całe szczęście, bo okazali się dość rozgarniętymi chłopakami, którzy później pomagali nam odszukać zasypane śniegiem ślady). No cóż, fart taki, że zabrałam - jak zwykle - o jedną sztukę odzieży więcej, inaczej musiałabym z zimna wracać w środku nocy... 
Bilans wycieczki był taki: powyginane stelaże od namiotu (o dziwo tropik został cały!), przemoczone śpiwory, przemoczone ubrania, przemarznięta i głodna czwórka wycieczkowiczów, niezdobyty cel trekkingu. Dane mówią same za siebie...

Po tej porażce albo raczej rozczarowaniu, jaka spotkała nas na początku, stwierdziliśmy, że czas przestać zgrywać twardzieli. Sprawdziliśmy pogodę i udaliśmy się ku słońcu, nieco na południe...
Czy było tam lepiej? To będzie w następnej części.. :)

Teraz czas na zdjęcia:


Port w Hirtshals(Dania) oraz pierwszy silny wiatr.


Czekamy na prom. Ciekawe, który z tych za mną jest nasz?


A może któryś z tych?


Restplatz w środku miasta. Pusto, czysto... me gusta.


Wyprawowa dieta - samodzielnie zrobiony chleb i pasztet warzywny. Niby dobre, ale szybko się znudzi...


Juhu! Doczekaliśmy się. Oto nasza łajba. Może być, co? :)
Jeszcze czysto - może dlatego, że płynęło mało Polaków?


Czy my przepływamy pod mostem?


Ciekawostka: Skandynawskie promy przyjazne zwierzętom (a zwłaszcza psom). Chociaż nie wiem czy im się nie pomyliło, że to koty załatwiają się w piachu.


Płyniemy z zawrotną prędkością 20km/h
Dopływamy!


W końcu ziemia! A co ciekawe - słońce! Czemu by nie wejść na Trolltungę?...


Zaczynamy niepozornie - słoneczko, ciuchy na 'letniaka'.


Ale im dalej w las, tym więcej śniegu... mimo to, jeszcze się nie boimy...


...a chyba powinniśmy zacząć. 2 metry śniegu, a przed nami ciągle do góry!


Czas założyć na siebie więcej ciuchów.

Teraz uwaga - jak powinno być:


Zdjęcie ze strony http://imgur.com/Om5tVYT

A jak było:



TROLLTUNGA NAS STROLLOWAŁ! Gdyby ktoś nie zauważył, jęzor skalny jest tuż za uginającym się od wiatru namiotem.


Wszystko mokre, jak tu żyć? Bez kwatery by się nie obeszło...i bez 'rozgrzewki' także :)


Strollowali nas, no cóż. Ale zdjęcie  z bohaterem musi być.
Ciąg dalszy nastąpi! Czy będzie więcej śniegu? A może w końcu wyjdzie słońce? Wszystko wyjasnimy w kolejnym odcinku.




Za parę dni kolejna część!



Pięknie tu, że hoho!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz