wtorek, 24 marca 2015

Izery zimą na biegówkach (i nie tylko)

Co prawda zarówno w kalendarzu jak i za oknem wiosna pełną parą, na pożegnanie zimy przywołam parę lutowych wspomnień.

W pewien lutowy weekend spakowaliśmy manatki i wyruszyliśmy.... w góry! (a to ci niespodzianka). Tym razem padło na moje ulubione Izery. Chcieliśmy upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i tak też zrobiliśmy
- pobiegaliśmy na nartach i rozbiliśmy namiot w śnieżnej jamie. Jako, że Jakuszyce są stolicą polskiego narciarstwa biegowego, z wypożyczeniem nart nie było problemów (jeśli się nie mylę, było to 30-40 zł za dobę za KOMPLET). Tras jest całe mnóstwo, są dobrze przygotowane, niestety w związku z tym jest też trochę ludzi, zwłaszcza w schroniskach... ale mimo to bardzo nam się tam podoba i na pewno nie raz tam wrócimy.

Wydaje mi się, że w czasach świetności naszej chluby Justyny Kowalczyk jest coraz więcej chętnych do spróbowania sił na nartach 'w poziomie'. Ja od dawna chciałam spróbować tego sportu, jeszcze długo przed Justyną, ale jakoś nie było okazji... narty zjazdowe coraz mniej mnie cieszą i coraz bardziej zdaję sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie takie zjazdy za sobą niosą. Po dwóch nieciekawych upadkach, jakie zaliczyłam zjeżdżając z górki, włącza mi się stopniowo bariera przed szarżowaniem z góry na dół i powoli przerzucam się właśnie na biegówki. Oczywiście, że też można sobie zrobić kuku (ja na przykład wywinęłam orła prosto na twarz i to ze stania - nikt mnie nie popchnął, wiatr nie zawiał, było zupełnie płasko... po prostu stojąc nagle rypnęłam na lico aż wyskoczył mi siniak pod okiem), ale nawet jeśli już ktoś w nas wjedzie, to na pewno nie z taką prędkością jak na zjazdówkach. Ale w moim wypadku tempo 'biegania' na razie zabójcze nie jest... :) Podoba mi się to, że jest to sport wytrzymałościowy oraz że na świeżym powietrzu. Polecam spróbować!

Wracając, pierwszego dnia naszej wycieczki postanowiliśmy poszaleć na trasach biegowych - łącznie zrobiliśmy ok. 20 km, także nieźle jak na (mój) drugi i (Wikinga) pierwszy raz. :)
Potem oddaliśmy narty i poszliśmy w góry z kapcia.


Samochód zostawiamy na parkingu, przygotowujemy się do startu.


Pogoda nawet w miarę, ale najbardziej mnie ujmuje ten śnieg na drzewach.

Oto zadowolona turystka, która zgubiła gdzieś drugiego narciarza - zostały tylko narty...
Cały czas mu mówiłam, że aby jechać, musi się odbijać kijkami, a nie zgiąć kolana i czekać, aż samo pojedzie...

Naszym celem i jednocześnie półmetkiem było schronisko Chatka Górzystów - moim zdaniem jedno z ładniejsze w polskich górach. Oprócz ciepłej herbaty, wielką uciechą był dla mnie ten oto zwierz, którego widziałam pierwszy raz gdy był jeszcze małym kociakiem... wyrósł na piękną puchową kulkę!

No czeeeeeeeeeeeść!
Chyba mnie pamięta :)
A oto ten sam kot, gdy był jeszcze mały:

(Wrzesień 2013 roku na Hali Izerskiej)

Wieczorem oddaliśmy narty, kimnęliśmy w aucie (po taniości) i rano wyruszyliśmy w góry znowu, tym razem ze Świeradowa. Miejsce na biwak znaleźliśmy na Polanie Izerskiej, kawałek od drogi między drzewkami. Kamuflaż był dobry, ale z drugiej strony w razie czego (odpukać), to nikt by nas tam nie znalazł... tfu tfu!

Pogoda jak na zamówienie! A tak w ogóle - widzisz nasz namiot? A mnie? :)
Tadaaaaam!
Takie tam pamiątkowe z reklamówką na pierwszym planie.
Polana Izerska.
Łyk grzańca na rozgrzewkę...
Ojojoj piękny poranek, ale ciężko się wygrzebać z ciepłego śpiwora (po tym grzańcu).
Tym razem trasy przemierzaliśmy z buta, ale tory pod biegówki są tam tak pięknie przygotowane, że trochę żałowaliśmy, że oddaliśmy narty.
...ale mieliśmy tzw. dupozjazdy.
Sporo biegaczy, jednak co się dziwić - piękna pogoda, piękne trasy.
Odpoczynek i małe opalanko.
Widoki jak z bajki. :)
A ten co? :)


Śmigają ostro, czy to duzi czy mali.

Śnieżny zając :>
Kolejne pamiątkowe.
A tu już zachód słońca na Polanie.
Czas na wieczerzę. Zwróćcie uwagę, że siedzę, i to na krześle (własnoręcznie wyżłobionym ze śniegu).
Na świeżym powietrzu wszystko smakuje lepiej.

To by było na tyle!

Tej wiosny, po długiej przerwie, przerzucam się na rower i pewnie kolejna wycieczka będzie właśnie rowerowa.
Jak to mówią: stay tuned, bo na pewno wkrótce coś rowerowego się pojawi. :)

Do przeczytania,
A.



PS. BONUS - zachód słońca w Izerach.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz