czwartek, 26 grudnia 2013

Czekając na cud.



...cud natury, oczywiście. Jutro ruszamy do Norwegii. Miejmy nadzieję, że uda nam się zobaczyć zorzę polarną. Pogoda zapowiada się sprzyjająca obserwacjom. Postaram się nagrać filmik (Mikołaj/Gwiazdor/Dziadek Mróz dostarczył statyw, więc here we go!).




poniedziałek, 23 grudnia 2013

See you later! :)

Nie będę życzyć wesołych świąt, bo od ilości życzeń zewsząd boli mnie głowa, sama jakoś specjalnie świąt nie obchodzę i za nimi nie przepadam. Najważniejsze jest, by odpocząć i porobić coś innego niż zazwyczaj (chociażby to miało być leżenie brzuchem do góry, ale mimo wszystko najbardziej zapracowanym nie polecam :] ).
Miało być o Tatrach wiosną, ale nie wzięłam do domu dysku ze zdjęciami, a prosto po świętach jadę na lotnisko. Wrzucę w Nowym Roku.

A dokąd lecimy? Zagadka, choć część z Was pewnie wie, powiem tylko, że naszym celem jest polowanie! W zeszłym roku był Sylwester w domu a święta na rozjazdach, a teraz odwrotnie.
Trzymajcie kciuki za udane polowanie i postaram się zrobić ładne zdjęcia, chociaż tego pewna nie jestem. :)

Pozdrawiam!

zdjęcie z tapetus.pl




wtorek, 17 grudnia 2013

Jesień w Tatrach.

Była zima, teraz czas na jesień. Ta 'wyprawa' odbyła się wcześniej, w tym roku jesień jest dość pracowita na uczelni... ale powspominać można. Nie byłam jeszcze zimą w Tatrach, ale mam nadzieję, że w te ferie się to zmieni (ktoś chętny pod namiot w lutym w Zachodnie?). Najpierw pokażę nasze najwyższe góry w klimacie jesiennym, później zdjęcia z wyprawy wielkanocnej.

Zapraszam, zwłaszcza góro- i tatrolubnych!

Oj halny dawał się we znaki... do tego stopnia, że nie można było wyjść ponad kosodrzewinę na Grzesia. Nawet zdjęcie poruszone. Jednym słowem - chcieliśmy wejść na Grzesia, ale Grześ nas wydymał.

czwartek, 5 grudnia 2013

Urodzinowe szaleństwa

Tak, wybraliśmy się w lutym pod namiot w góry - dla niektórych pewnie wydaje się to nieco egzotyczne, ekstremalne, dla tych co próbowali - pewnego rodzaju 'inicjację'.

Powiem tak - nic strasznego, kwestia sprzętu. Tak samo odpowiadał z resztą nasz słynny polarnik Marek Kamiński (osobiście byłam na wykładzie) - większość sukcesu to przygotowanie: kondycja, sprzęt, nastawienie psychiczne. Potem po prostu samo się dzieje.

Oczywiście nie można tego porównywać do wyprawy na biegun, ale jako tako dla mnie był to przedsmak  zimy. Nie zmarzłam, nie przeziębiłam się, nic sobie nie odmroziłam (nawet podczas sikania w nocy na szczycie góry:) ). Wręcz podobało mi się niezmiernie i mam nadzieję, że w tym roku znajdą się chętni, by coś takiego ze mną powtórzyć!

Pogoda nam się trafiła wyjątkowa, do tej pory nie wiem czy Seba nie zamówił jej gdzieś tam u tego pana w górze, bo po prostu lepiej nie można było sobie tego wyobrazić - podczas wchodzenia na szczyt otaczała nas gęsta mgła, widoczność ograniczała się do dwóch drzew do przodu i tyłu, podobnie było na szczycie - zero widoków.

Jednak w nocy pięknie było widać gwiazdy i zapowiadało to urodzinową niespodziankę. Seba mówił tak: "zobaczycie, jak rano wstaniemy, to będzie piękne słońce, pod nami dywan chmur i w tle Tatry!"

Jak było? Hmm - nie pomylił się ani trochę, myślę że spokojnie może iść w konkury z naszym słynnym jasnowidzem!

Zapraszam. Najpierw będą foty mojego autorstwa:

Pierwszy nocleg - w lesie. Było gorąco, obudziłam się spocona. Poważnie!

środa, 4 grudnia 2013

Zapowiedź...

Czas uzupełnić tegoroczne wyjazdy, potem będą jeszcze starsze - przeszperam archiwum! Co prawda już niedługo następny trip, ale do tego czasu jeszcze trochę tu powrzucam...

W kolejce jest relacja z tegorocznych urodzin, czyli jeden z ciekawych sposobów na spędzenie tego święta. Muszę przyznać, że było to jedno z bardziej oryginalnych obchodów w moim życiu. Szampana oczywiście zabraknąć nie mogło! :)

Nie mam wszystkich zdjęć, czekam już na nie od roku (!) - jak w końcu dostanę, to pokażę też (M. - to dla Ciebie też będzie jakaś tam reklama, więc się w końcu zmobilizuj!). Na razie w ruch pójdą moje.

Soon...


niedziela, 1 grudnia 2013

Polska na weekend, czyli Izery i Karkonosze.

Tak tak, wszyscy zgadli :D miejsce na zdjęciu to była CHATKA GÓRZYSTÓW w Izerach.

Dla wprawionego łazika - dwa, dwa i pół dnia. Dla mniej szalonych - cztery do pięciu dni. My przeszliśmy Izery i Karkonosze w trochę ponad trzy (z plecakami). Ale dogłębnie, prawie każdy zakątek, no i spaliliśmy się w słońcu (we wrześniu!)

Początek w Świeradowie Zdrój, koniec na Przełęczy Okraj.

Izery - super, cisza, spokój - to, czego szukam w górach. Karkonosze? Ugh, sami zobaczycie....

Mimo to, jest to dobry pomysł na weekend, zwłaszcza dla mieszkańców województwa lubuskiego, wielkopolskiego, dolnośląskiego czy opolskiego. Z innych części kraju nie opłaca się tak długo jechać (no chyba, że ktoś jest bardzo zdeterminowany;) ).

Świeradów Zdrój start!

wtorek, 26 listopada 2013

Zapowiedź... Polska na weekend.

Zapraszam niedługo :)


Poznajecie co to za miejsce? Podpowiem, że w polskich górach! :) 

Czekam na odpowiedzi w komentarzach!
J.


Opowieści o Szkocji ciąg dalszy.

Tak jak wspominałam, z wyspy Skye wydostaliśmy się już samochodem (przez most) na stopa z bardzo miłym mieszkańcem Kraju Tulipanów, którego nawiasem mówiąc spotkaliśmy dnia następnego i zabrał nas ponownie. W międzyczasie nocowaliśmy sobie w mieścinie szczycącej się zamkiem Dunnotar - tak, tym razem na kempingu! W końcu prysznic... najfajniejsze wtedy było w nim to, że był taki wytęskniony, wyczekany, człowiek się po 3 czy 4 dniach czuje jak nowo narodzony - zwłaszcza, jak zostały mu jeszcze czyste skarpety (ja miałam nawet czystą koszulkę!). Niestety idealnie nigdy nie będzie i po naszym przecudownym odświeżającym i wyczekanym prysznicu zerwał się jakiś straszny sztorm i wiało niemiłosiernie. Do tej pory zastanawiam się, jakim cudem wytrzymał namiot i wytrzymaliśmy my...

niedziela, 24 listopada 2013

Skye - wyspa mgieł.

Z Edynburga wybraliśmy się na wyspę Skye. Najpierw autobusem, potem pociągiem, na końcu promem. Byliśmy tam jakieś 3-4 dni, spaliśmy na dziko, przemieszczaliśmy się pieszo, autobusem i autostopem. Oto krótka fotorelacja.

W drodze na wyspę, widoki z pociągu.

piątek, 22 listopada 2013

Edynburg.

Pierwszym przystankiem podczas wyjazdu do Szkocji była jej stolica - Edynburg. Powiem tak - piękne miasto, całe w takim charakterystycznym starym stylu niczym z planu filmowego wszystkich części Harrego Pottera, pełne wijących się uliczek. No i te muzea! Muzeum Narodowe jest fantastyczne, polecam tam zajrzeć (wejście za darmochę), a nam się dodatkowo poszczęściło i odwiedziliśmy wystawę szkiców da Vinci w pałacu Królowej. Na koniec dnia nie mogło obyć się bez piwa w pubie :]

Zapraszam do oglądania zdjęć.

Powszechny widok.

czwartek, 21 listopada 2013

Tania Szkocja?

Na początek przedstawię wszystkim przerażonym, jak to się dzieje, że ciągle gdzieś jeżdżę. No przede wszystkim jest ze mnie STRASZNIE niespokojny duch i mam nieustanną potrzebę przemieszczania się. No dobrze - powiecie - ale to przecież TYLE KOSZTUJE!... No właśnie, tutaj zaczyna się dyskusja.

Zacznę od tego, że

sobota, 16 listopada 2013

Soon...

Zapowiedź wpisu o Szkocji! Na pierwszy ogien pójdzie Edynburg:



Potem wybraliśmy się na wyspę Skye - chcieliśmy popłynąć aż na Hebrydy, ale trochę wykluczyłoby to niskobudżetowość wyjazdu. Może kiedyś :)

Jechaliśmy słynnym pociągiem z filmów o Harrym Potterze, szukaliśmy potwora z Loch Ness, próbowaliśmy słynnej whisky prosto w destylarni, oglądaliśmy stare zamki i piękne pałace. No i oczywiście patrzyliśmy na te piękne wrzosowiska!

Ale o tym wszystkim w następnym wpisie.


PS. Zdjęcia nie są jakieś piękne i cudowne z uwagi na słabe światło, ale jak ktoś jest ciekawy, jak tam jest, to może akurat się czegoś dowie.


J.

piątek, 15 listopada 2013

Niezwykła przyroda.

To, że jestem miłośnikiem natury, każdy kto mnie zna wie. Również od dziecka interesowałam się, gdzie mieszka gepard i miś polarny, chciałam wiedzieć jak pszczoły robią miód i inne tego typu historie. Discovery leciało na zmianę z bajkami (tak w sumie jest do dziś...). Nie ukrywam, że tropikalna, indonezyjska przyroda bardzo mnie ciekawiła i bardzo zafascynowała - nie ma się co dziwić, w końcu nie ma tam okresu zimowego letargu, gdzie wszystko zamiera i rodzi się na wiosnę. Nie - tam cały rok, a w rezultacie CAŁY CZAS kwitnie życie, rosną i rozmnażają się zwierzęta, rolnicy 2-3 razy w roku zbierają plony, banany wiszą na palmach i w grudniu i w lipcu, a także pająki i inne komary szaleją jak im się podoba.

Tak się jakoś złożyło, że po zakończeniu naszej wycieczki po wulkanach, zapragnęliśmy wybrać się na drugi koniec wyspy (czas do odlotu się zbliżał, trzeba było też zbliżyć się do lotniska). Jest tam kilka pięknych parków narodowych, plantacje herbaty, 'czyste górskie powietrze" (wg przewodnika!). No to давай! I pojechaliśmy.

Przemieszczaliśmy się głównie pociągiem, co jest moim ulubionym lądowym transportem - także najbezpieczniejszym; poruszanie się po drogach w Indonezji (jak i pewnie w całej Azji) to jest przeżycie pełne skoków adrenaliny porównywalne do wyścigów Formuły 1, na pewno nie nadają się do tego ludzie o słabych nerwach (mi się podobało!). Pociąg zaś pozwala uniknąć ryzyka utknięcia w korku czy po prostu wypadku (o co nietrudno przy tym stylu jazdy), można w trakcie jazdy zrobić siusiu i podziwiać pola ryżowe przez okno. Co ciekawe, bilety na pociąg są tanie - jak wszystko, można kupić miejsce w jednej z trzech klas, a po zakupie takiego bileciku trzeba go okazać przed wejściem na peron (!) co - uwierzcie mi - zapewnia świetny porządek w tym całym systemie. Aż dziwnie! :) Czasem trzeba nawet wziąć numerek jak w urzędzie pracy, żeby podejść do kasy czy informacji. Nie zdziwi chyba nikogo informacja, że byliśmy (a raczej JA byłam) zagadywana przez miłych, lecz bardzo zdziwionych naszą obecnością w pociągu lokalesów, którzy cieszyli się jak dzieci na parę wyuczonych w ich języków słów - zwłaszcza 'sikat gigi di putar pelan pelan", czyli "myć zęby szczoteczką robiąc kółka".  Trochę męcząca była OKRUTNA klimatyzacja, w przedziale było chyba z 15 stopni, co nie jest najlepsze, gdy na zewnątrz jest tropikalny upał. A hitem jest to, że konduktor w pociągu sprawdza bilet w obstawie dwóch uzbrojonych żołnierzy... A u nas? :)  

(tak a propos przypomniało mi się, jak wracaliśmy już z lotniska w Warszawie do Poznania - zmęczeni i brudni po dwudniowej podróży z drugiego końca świata, a akurat w naszym pociągu jechali kibice Legii na mecz do Szczecina... odezwać się wśród kiboli Legii, że jest się 'Pyrą' to naprawdę szczyt odwagi... ale mi już było całkiem obojętnie, żeby myśleć o tym; na szczęście kibice Legii - z jednym pijanym wyjątkiem - okazali się MIŁYMI ludźmi, rozmawiali, ustąpywali miejsca do siedzenia, a nawet częstowali czekoladkami ;] niestety w zamian musiałam słuchać śpiewów i krzyków, że "Legia, Legia pany...")

Naszym przystankiem zostało miasto Bogor, do którego trzeba było dostać się przez syfiastą stolicę, gdzie wielkie wieżowce wyrastają wprost ze slumsów. Bogor to taka miejscowość wypoczynkowa dla mieszkańców Dżakarty, wielu z nich ma tam domy czy po prostu jeździ na weekend.
Znajduje się tam ex-holenderski ogród botaniczny, który ma także filię przy parku narodowym oraz dość znany w tych rejonach park safari. Niestety, nie dotarliśmy już do parku, bo w chwili przyjazdu zamknięto nam przed nosem bramy. Ale przynajmniej zobaczyliśmy trochę zwierząt na safari - w tym przecudowne małe orangutany, lwy, lamparty i tygrysy. Tylko po co więzić takie majestatyczne zwierzęta?...

A teraz zapraszam do zdjęć.

Jak widać - kotki też są, ale mają śmiesznie podkręcony ogon.

niedziela, 3 listopada 2013

Podróż do wnętrza Ziemi.

Czytaliście Juliusza Verne? ;)
Byliście we wnętrzu Ziemi?

My byliśmy - tak tak, to nie żart - byliśmy w samym środku czynnego, buchającego siarką wulkanu. Na Jawie o to nie trudno, gdyż czynnych wulkanów jest tam sporo i wciąż sieją zniszczenie (niestety). My mieliśmy to szczęście, że żaden nam nie buchnął w twarz, ale im bliżej byliśmy środka, tym bardziej ostrzegał nas przez rosnącą intensywność oparów siarki.
Odwiedziliśmy kilka wulkanów - pierwszy widziałam (jeszcze przed przybyciem T.) podczas wolontariatu, niedaleko Yogyakarty - Merapi (http://pl.wikipedia.org/wiki/Merapi), który wybuchł ostatnio w 2010 roku (!) - czyli całkiem niedawno. Jeździliśmy jeepem u podnóża wulkanu w śmiesznych kaskach niczym Crazy Frog.

 

piątek, 25 października 2013

oBALIć mit.


Przede wszystkim :

BALI TO NIE RAJSKA WYSPA, JAK SIĘ WSZYSTKIM WYDAJE.

Wcale jednak nie znaczy, że jest brzydka i nieciekawa - nie, nie! Na pewno jest egzotyczna. Ale rajska w moim mniemaniu nie jest w ogóle. Dlaczego? Po pierwsze

wtorek, 22 października 2013

Miejsce przypominające raj.

Ach, Gili...

Słowem wstępu: Gili to kilka niewielkich (ok. 1 km średnicy) wysp położonych u wybrzeża wyspy Lombok niedaleko Bali. 

zdj. pochodzi z: http://divezone.net/travel/gili-islands-lombok
Łatwo dostać się z Bali łódką, gdyż wiele firm oferuje transport w dwie strony. Niestety zdarzają się nieprzyjemne sytuacje (jak wszędzie) i

Biali na Bali.


Jak nas przywitała Bali?

Balijską wódką...

niedziela, 13 października 2013

Z innego obiektywu.

Dobra, racja - miało być Bali, ale właśnie poszperałam w zdjęciach, które dostaliśmy od naszych opiekunów i znalazło się tu parę niezłych ujęć :)

Podkreślam, nie jestem ich autorem i należą do Uniwersytetu w Yogyakarcie!

Polowanie.

sobota, 12 października 2013

Pierwsze oblicze Jawy.

Kiedy jesteś na Jawie pod opieką miejscowych, możesz poznać to lepsze oblicze wyspy. Wydaje ci się, że traktują cię jak króla, są niesamowicie uprzejmi, służą pomocą, a naciągacze szwędają się tylko po bazarach i bardziej turystycznych miejscówkach. I tak jest! Podczas pierwszych dwóch tygodni byliśmy traktowani prawie jak bóstwa, studenci Jawajczycy poświęcali nam swój czas, służyli pomocą, traktowali jak rodzinę, nie pozwolili byśmy gdzieś się zgubili, słowem - dbali o nas jak o bogów. Tym samym, lokalesi serwujący różne usługi w mieście, widząc nas pod opieką 'swoich' nie śmieli zbytnio naciągać nas na dziwne sumy i dziwne towary. W sumie kupowaliśmy w miarę po cenie, bez zbędnego targowania i nie wydaje mi się, że ktokolwiek próbował nas oszukać. Sprawa miała się inaczej, kiedy zapuściliśmy się ponownie na Jawę, tym razem na własną rękę...

niedziela, 6 października 2013

Kulturalnie, kulturowo.

Europa umiera. Tak, niestety to prawda. Zaobserwowało to wielu uczonych, zaobserwowałam niedawno ja i myślę, że jeśli każdy poruszy trochę głową, to nie będzie w stanie się sprzeciwić. Europa umiera kulturowo... co prawda wydaje nam się (Europejczykom), że jesteśmy pępkiem świata od zarania dziejów i że wszystko toczy się wokół Starego Kontynentu. Jednak nie trzeba wcale długo szukać

piątek, 27 września 2013

Voluntary Work

Uff, udało się bezpiecznie wrócić z krainy deszczu i mgieł. Relacja będzie, oczywiście! Zdjęć też trochę. Mam nawet podobne do tego z NG w poprzednim wpisie, ale trochę inne ujęcie. :) Jednak póki co skupię się na opowieściach z Azji...

Co tak właściwie nas sprowadziło właśnie do Indonezji? Trafiła się okazja, rozeszły się słuchy, ktoś już kiedyś był i opowiadał, akurat były w miarę tanie bilety... nic, tylko wybłagać o małe doładowanie konta i sru! na drugą półkulę, żeby... leczyć ludziom zęby! :)

Jak wiadomo, do odważnych świat należy i tym razem też nam się trochę poszczęściło. Tani (w miarę!) bilet lotniczy prosto ze stolicy i to najlepszymi (w tegorocznych rankingach) liniami lotniczymi na świecie, gdzie czasami zwykły obywatel dostanie biznes klasę (wyobrażacie sobie biznes class w cenie ekonomicznej w najlepszych liniach lotniczych na świecie?! :] ja też sobie tego nie wyobrażałam, ale cuda się zdarzają...). No po prostu miodzio.

poniedziałek, 16 września 2013

niedziela, 15 września 2013

Przystanek Dubaj!

Zanim zawitałyśmy do Dżakarty, załapałyśmy się na przesiadkę w Dubaju. Trafiła się okazja, więc czemu nie skorzystać?

Zawsze bardzo interesowało mnie to miasto słynące z luksusów, pustynnego arabskiego klimatu no i oczywiście najwyższej budowli świata - Burj Khalifa (czyt. burdż kalifa). Słowem - moje oczekiwania mnie nie zawiodły, wręcz muszę przyznać, że to ogromne i supernowoczesne miasto przerosło moje wyobrażenia.
Co w nim jest takiego? Niesamowite superluksusy, o których Europa może tylko pomarzyć, ogólny porządek, 8-pasmowa autostrada w centrum miasta, ropa wypływająca na ulice ;) , tanie taksówki, słynne sztuczne wyspy-palmy, dumni Arabowie w tradycyjnych strojach, kobiety pozakrywane od stóp do głów, no i oczywiście najwyższy budynek świata mierzący 829m mający 163 piętra użytkowe. A to wszystko zrodziło się w ciągu 40 lat w centrum pustyni... oczywiście dzięki odkryciu ropy. Nie dziwota, że Stany tak bardzo walczą o wpływy w naftowych krajach, gdyż kto nie widział, ten nie jest sobie w stanie wyobrazić jaka to jest kasa.

Polecam każdemu zobaczyć to niesamowite miasto, które ciężko jest przejechać w jeden dzień (z jednego krańca do drugiego jest ponad 60 km, a na mapie wydaje się tak blisko ;) ).

Teraz trochę zdjęć: 

 Naprawdę ciężko uchwycić budynek w całości.

 W tle inne niesamowite wieżowce.

 Mieszkańcy Emiratów w tradycyjnych strojach.

 Mniej więcej tam wjedziemy windą.

 W środku Burdż Chalifa - miniaturka wieżowca.

 Częsty widok ;)

 Tak prezentują się wcześniej widoczne na zdjęciu 'ogromne' drapacze chmur - jednak nawet nie dosięgają do 126. piętra najwyższego budynku, gdzie znajduje się taras widokowy.


 Niesamowite... i te drogi!

 Latający dywan i kufer skarbów?

 W największym centrum handlowym Dubaju - Dubai Mall -  znajduje się całe piętro poświęcone luksusowym markom dla dzieci... były też Dior, Chanel, Prada i inne. I ktoś to kupuje!

 Sufit centra handlowego Dubai Mall.

Tak tak, to dalej Dubai Mall. Można tam nurkować.

 W drodze na taras widokowy w budynku Burdż Chalifa.

Sklep z suwenirami, a na ścianie portrety najważniejszych szejków Emiratów - od lewej m. in. książe Dubaju Hamdan ibn Muhammad ibn Raszid Al Maktum, zwany Fazza oraz jego ojciec emir (wódz, dowódca, książe, władca emiratu, muzłumański dostojnik państwowy) Dubaju Muhammad ibn Raszid Al Maktum (a także premier i wiceprezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich).


 Na pokładzie samolotów linii Emirates. Nic dodać, nic ująć.

 Dubaj nocą z lotu ptaka (a właściwie samolotu).

 Dubaj nocą - wszystko pięknie oświetlone.

 Ponownie Burdż Chalifa.

 My świecimy na Boże Narodzenie, oni co noc...

 Nocny spacerek.

 Ach!

Kasa z Emiratów - dirham. (1 dirham ~1 zł).

Informacje praktyczne:
  • Polakom potrzebna jest wiza (ok 40 USD), jednak kupując bilet linii Emirates z przesiadką w Dubaju można dostać wizę w cenie hotelu (tak też zrobiłyśmy).
  • Klimat jest pustynny - bardzo gorący i suchy, latem dochodzi do 50 stopni w cieniu.
  • Można wszędzie płacić kartą - najlepiej mieć MasterCard, Visę nie wszyscy obsługują.
  • W Dubaju są bardzo tanie taksówki - ok 70 groszy za kilometr :) dlatego polecam ten środek transportu.
  • Wstęp na Burdż Khalifę kosztuje ok. 100zł i najlepiej zarezerwować wcześniej.
  • W mieście kupuje się bez cła.

A teraz czas na Indonezję! 



środa, 11 września 2013

Indonezja...

Cały miesiąc spędziłam w Indonezji. Podróżowałam przez Jawę i Bali różnymi środkami transportu, w różnym towarzystwie. Był czas, kiedy daliśmy się oprowadzać zaprzyjaźnionym miejscowym oraz kiedy trzeba było trochę przejechać na własną rękę. Bywało łatwiej i trudniej. Nie obyło się bez miłych niespodzianek i rozczarowań. W związku z tym, że dałam się ponieść wirowi tego zadziwiającego kraju i że dość sporo różnych aspektów udało mi się zaobserwować, chcę podzielić się ze światem moimi obserwacjami. Powoli będę zamieszczać relację z podróży wzbogaconą zdjęciami, na ile czas mi będzie pozwalał ;)
Zacznijmy od początku - jak Wy sobie wyobrażacie ten kraj? Tropikalna dżungla? Rajskie plaże? Plantacje ryżu? Niesamowite doznania na talerzu? A może jeszcze inaczej?

Na razie zacznijmy od podstawowych informacji o kraju.

  1. Państwo położone w Azji Południowo-Wschodniej oraz w Oceanii, zajmuje ponad 17 tysięcy wysp.
  2. Liczy sobie prawie 240 mln (!) mieszkańców, co czyni ją 4. najbardziej zaludnionym krajem na ziemi.
  3. Stolica - Dżakarta - jest położona na Jawie i ma ok. 8 mln mieszkańców.
  4. Jest to kraj wielu religii - mimo że 90% mieszkańców jest muzłumanami, to żyją w zgodzie z chrześcijanami, hinduistami i buddystami, a religie te przeplatają się z pierwotną religią przodków - animizmem. Co więcej, w państwie obowiązuje doktryna harmonii społecznej Pancasila, utworzona w 1945 r. i mająca zjednoczyć swoich obywateli, która nakazuje m. in. monoteizm. Skąd więc w tym gronie hindusi? Udowodnili, że bogowie Brahma, Wisznu i Śiwa to wcielenia jednej istoty - Sanghyang Widi Wasa, a więc podobnie jak w chrześcijaństwie - Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. No i mamy. ;)
  5. Obowiązuje 250 różnych języków ( z dialektami prawie 600), oficjalny to indonezyjski - Bahasa Indonesia.
  6. Jedna z wysp - Jawa - jest najbardziej zaludnioną wyspą świata - 130 mln osób, co stanowi ponad połowę kraju! (co widać, słychać i czuć)
  7. Jest to była kolonia holenderska, wyzwolona po II wojnie światowej.
  8. Flaga indonezyjska jest odwróconą flagą Polski. ;)  (i wszystko jest tam inne)

Na razie tyle!


źródło: Wikipedia, GoogleMaps, Przewodnik Gazeta Wyborcza "Podróże Marzeń" Indonezja.

wtorek, 10 września 2013

Czas start!

Mam na imię Joanna. Od kiedy byłam małym dzieckiem z zamiłowaniem oglądałam podróżnicze filmy, chłonęłam książki przyrodniczo-geograficzne, przeglądałam mapę świata i zawsze marzyłam, by zobaczyć i poczuć te wszystkie miejsca, które rozpalają moja wyobraźnię. Powoli zaczynam realizować swoje marzenia, a blog powstał po to, bym mogła dzielić się z Wami swoimi podróżami - większymi i mniejszymi. Zamierzam zdawać relację z odbytych wypraw/wycieczek, publikować swoje zdjęcia, dzielić się uwagami i informacjami na temat różnych miejsc, które odwiedzam, a także znajdzie się coś z przemyśleń własnych. Może kogoś to zainteresuje, może komuś to pomoże. Jest to całkowicie amatorska strona, więc chętnie przyjmę wszelkie uwagi dotyczące zdjęć i treści. Zapraszam!