wtorek, 26 listopada 2013

Zapowiedź... Polska na weekend.

Zapraszam niedługo :)


Poznajecie co to za miejsce? Podpowiem, że w polskich górach! :) 

Czekam na odpowiedzi w komentarzach!
J.


Opowieści o Szkocji ciąg dalszy.

Tak jak wspominałam, z wyspy Skye wydostaliśmy się już samochodem (przez most) na stopa z bardzo miłym mieszkańcem Kraju Tulipanów, którego nawiasem mówiąc spotkaliśmy dnia następnego i zabrał nas ponownie. W międzyczasie nocowaliśmy sobie w mieścinie szczycącej się zamkiem Dunnotar - tak, tym razem na kempingu! W końcu prysznic... najfajniejsze wtedy było w nim to, że był taki wytęskniony, wyczekany, człowiek się po 3 czy 4 dniach czuje jak nowo narodzony - zwłaszcza, jak zostały mu jeszcze czyste skarpety (ja miałam nawet czystą koszulkę!). Niestety idealnie nigdy nie będzie i po naszym przecudownym odświeżającym i wyczekanym prysznicu zerwał się jakiś straszny sztorm i wiało niemiłosiernie. Do tej pory zastanawiam się, jakim cudem wytrzymał namiot i wytrzymaliśmy my...

niedziela, 24 listopada 2013

Skye - wyspa mgieł.

Z Edynburga wybraliśmy się na wyspę Skye. Najpierw autobusem, potem pociągiem, na końcu promem. Byliśmy tam jakieś 3-4 dni, spaliśmy na dziko, przemieszczaliśmy się pieszo, autobusem i autostopem. Oto krótka fotorelacja.

W drodze na wyspę, widoki z pociągu.

piątek, 22 listopada 2013

Edynburg.

Pierwszym przystankiem podczas wyjazdu do Szkocji była jej stolica - Edynburg. Powiem tak - piękne miasto, całe w takim charakterystycznym starym stylu niczym z planu filmowego wszystkich części Harrego Pottera, pełne wijących się uliczek. No i te muzea! Muzeum Narodowe jest fantastyczne, polecam tam zajrzeć (wejście za darmochę), a nam się dodatkowo poszczęściło i odwiedziliśmy wystawę szkiców da Vinci w pałacu Królowej. Na koniec dnia nie mogło obyć się bez piwa w pubie :]

Zapraszam do oglądania zdjęć.

Powszechny widok.

czwartek, 21 listopada 2013

Tania Szkocja?

Na początek przedstawię wszystkim przerażonym, jak to się dzieje, że ciągle gdzieś jeżdżę. No przede wszystkim jest ze mnie STRASZNIE niespokojny duch i mam nieustanną potrzebę przemieszczania się. No dobrze - powiecie - ale to przecież TYLE KOSZTUJE!... No właśnie, tutaj zaczyna się dyskusja.

Zacznę od tego, że

sobota, 16 listopada 2013

Soon...

Zapowiedź wpisu o Szkocji! Na pierwszy ogien pójdzie Edynburg:



Potem wybraliśmy się na wyspę Skye - chcieliśmy popłynąć aż na Hebrydy, ale trochę wykluczyłoby to niskobudżetowość wyjazdu. Może kiedyś :)

Jechaliśmy słynnym pociągiem z filmów o Harrym Potterze, szukaliśmy potwora z Loch Ness, próbowaliśmy słynnej whisky prosto w destylarni, oglądaliśmy stare zamki i piękne pałace. No i oczywiście patrzyliśmy na te piękne wrzosowiska!

Ale o tym wszystkim w następnym wpisie.


PS. Zdjęcia nie są jakieś piękne i cudowne z uwagi na słabe światło, ale jak ktoś jest ciekawy, jak tam jest, to może akurat się czegoś dowie.


J.

piątek, 15 listopada 2013

Niezwykła przyroda.

To, że jestem miłośnikiem natury, każdy kto mnie zna wie. Również od dziecka interesowałam się, gdzie mieszka gepard i miś polarny, chciałam wiedzieć jak pszczoły robią miód i inne tego typu historie. Discovery leciało na zmianę z bajkami (tak w sumie jest do dziś...). Nie ukrywam, że tropikalna, indonezyjska przyroda bardzo mnie ciekawiła i bardzo zafascynowała - nie ma się co dziwić, w końcu nie ma tam okresu zimowego letargu, gdzie wszystko zamiera i rodzi się na wiosnę. Nie - tam cały rok, a w rezultacie CAŁY CZAS kwitnie życie, rosną i rozmnażają się zwierzęta, rolnicy 2-3 razy w roku zbierają plony, banany wiszą na palmach i w grudniu i w lipcu, a także pająki i inne komary szaleją jak im się podoba.

Tak się jakoś złożyło, że po zakończeniu naszej wycieczki po wulkanach, zapragnęliśmy wybrać się na drugi koniec wyspy (czas do odlotu się zbliżał, trzeba było też zbliżyć się do lotniska). Jest tam kilka pięknych parków narodowych, plantacje herbaty, 'czyste górskie powietrze" (wg przewodnika!). No to давай! I pojechaliśmy.

Przemieszczaliśmy się głównie pociągiem, co jest moim ulubionym lądowym transportem - także najbezpieczniejszym; poruszanie się po drogach w Indonezji (jak i pewnie w całej Azji) to jest przeżycie pełne skoków adrenaliny porównywalne do wyścigów Formuły 1, na pewno nie nadają się do tego ludzie o słabych nerwach (mi się podobało!). Pociąg zaś pozwala uniknąć ryzyka utknięcia w korku czy po prostu wypadku (o co nietrudno przy tym stylu jazdy), można w trakcie jazdy zrobić siusiu i podziwiać pola ryżowe przez okno. Co ciekawe, bilety na pociąg są tanie - jak wszystko, można kupić miejsce w jednej z trzech klas, a po zakupie takiego bileciku trzeba go okazać przed wejściem na peron (!) co - uwierzcie mi - zapewnia świetny porządek w tym całym systemie. Aż dziwnie! :) Czasem trzeba nawet wziąć numerek jak w urzędzie pracy, żeby podejść do kasy czy informacji. Nie zdziwi chyba nikogo informacja, że byliśmy (a raczej JA byłam) zagadywana przez miłych, lecz bardzo zdziwionych naszą obecnością w pociągu lokalesów, którzy cieszyli się jak dzieci na parę wyuczonych w ich języków słów - zwłaszcza 'sikat gigi di putar pelan pelan", czyli "myć zęby szczoteczką robiąc kółka".  Trochę męcząca była OKRUTNA klimatyzacja, w przedziale było chyba z 15 stopni, co nie jest najlepsze, gdy na zewnątrz jest tropikalny upał. A hitem jest to, że konduktor w pociągu sprawdza bilet w obstawie dwóch uzbrojonych żołnierzy... A u nas? :)  

(tak a propos przypomniało mi się, jak wracaliśmy już z lotniska w Warszawie do Poznania - zmęczeni i brudni po dwudniowej podróży z drugiego końca świata, a akurat w naszym pociągu jechali kibice Legii na mecz do Szczecina... odezwać się wśród kiboli Legii, że jest się 'Pyrą' to naprawdę szczyt odwagi... ale mi już było całkiem obojętnie, żeby myśleć o tym; na szczęście kibice Legii - z jednym pijanym wyjątkiem - okazali się MIŁYMI ludźmi, rozmawiali, ustąpywali miejsca do siedzenia, a nawet częstowali czekoladkami ;] niestety w zamian musiałam słuchać śpiewów i krzyków, że "Legia, Legia pany...")

Naszym przystankiem zostało miasto Bogor, do którego trzeba było dostać się przez syfiastą stolicę, gdzie wielkie wieżowce wyrastają wprost ze slumsów. Bogor to taka miejscowość wypoczynkowa dla mieszkańców Dżakarty, wielu z nich ma tam domy czy po prostu jeździ na weekend.
Znajduje się tam ex-holenderski ogród botaniczny, który ma także filię przy parku narodowym oraz dość znany w tych rejonach park safari. Niestety, nie dotarliśmy już do parku, bo w chwili przyjazdu zamknięto nam przed nosem bramy. Ale przynajmniej zobaczyliśmy trochę zwierząt na safari - w tym przecudowne małe orangutany, lwy, lamparty i tygrysy. Tylko po co więzić takie majestatyczne zwierzęta?...

A teraz zapraszam do zdjęć.

Jak widać - kotki też są, ale mają śmiesznie podkręcony ogon.

niedziela, 3 listopada 2013

Podróż do wnętrza Ziemi.

Czytaliście Juliusza Verne? ;)
Byliście we wnętrzu Ziemi?

My byliśmy - tak tak, to nie żart - byliśmy w samym środku czynnego, buchającego siarką wulkanu. Na Jawie o to nie trudno, gdyż czynnych wulkanów jest tam sporo i wciąż sieją zniszczenie (niestety). My mieliśmy to szczęście, że żaden nam nie buchnął w twarz, ale im bliżej byliśmy środka, tym bardziej ostrzegał nas przez rosnącą intensywność oparów siarki.
Odwiedziliśmy kilka wulkanów - pierwszy widziałam (jeszcze przed przybyciem T.) podczas wolontariatu, niedaleko Yogyakarty - Merapi (http://pl.wikipedia.org/wiki/Merapi), który wybuchł ostatnio w 2010 roku (!) - czyli całkiem niedawno. Jeździliśmy jeepem u podnóża wulkanu w śmiesznych kaskach niczym Crazy Frog.