czwartek, 18 czerwca 2015

Norway 2/2



Było zimno. Nie tego się spodziewaliśmy. Wzięliśmy nogi za pas, rowery na bagażnik i pojechaliśmy na południe - południe Norwegii, oczywiście. Czy była to dobra decyzja?...
Przed wjazdem do tunelu.


A w tunelu ronda i światła niczym UFO.

Tak było po wyjeździe z tunelu.
Można powiedzieć, że ucieczka na południe była dobrym pomysłem. Przynajmniej była lepsza pogoda, no i mniej śniegu. Nie było za to fiordów... coś za coś. Przynajmniej mogliśmy w końcu pojeździć rowerami.

Norwegia ma to do siebie, że wskazując dowolny punkt na mapie, zawsze wybiera się przepiękne miejsce. Tak było tym razem - palec powędrował na jezioro Nisser, tam pojechaliśmy i się nie zawiedliśmy. Potem było jeszcze inne jezioro - tak samo.
Co takiego mi się w tej Norwegii podoba, że tak chwalę? Przecież jest zimno, pusto, nudno... i właśnie to mnie  tam najbardziej ujmuje. Mało ludzi, zero tłumów, tylko dzika przepiękna przyroda, od czasu do czasu koń na ulicy, może jak się komuś poszczęści to łoś; poza tym - góry, fiordy, jeziora, lasy, czysta woda, świeże powietrze - już chcę tam wrócić! Mimo, że czasem (a nawet często) jest zimno, pada i wieje... :)

Na szczęście udało się złapać kilka dni nie najgorszej pogody, a w razie przejściowego deszczu - byliśmy przygotowani. Zobaczcie sami:



Przerwa na obiad. Zdecydowanie mniej śniegu! Pytanie: kto jeździ tą drogą?


Nocleg w dziczy. W Norwegii i innych krajach skandynawskich dozwolone jest biwakowanie na dziko, byle nie w parku narodowym lub w odpowiedniej odległości od domów. Ten biwak był między jeziorem (widoczne po lewej) a jezdnią (po prawej).
Żółty M&M's. Może tego nie widać, ale nade mną była chmura, która właśnie przechodziła. Ja wolałam się zabezpieczyć.
WTF?!
Pytanie: CO TO JEST? Domek Trolla? Hobbita? Mini latryna? Nie! To...
...kosz na śmieci! Nawet takie rzeczy Norwegowie potrafią wkomponować w krajobraz.
Przerwa  nad rzeką.
To było dość późnym wieczorem, chyba po 21. Jak widać - słońce wysoko!
Znaleźliśmy kolejne świetne miejsce. Ktoś porzucił (albo zostawił na chwilę?) przyczepę od łódki.
Przerwa na trasie.
Śmigamy dalej. Jak tu pusto!
Ale cisną.
Gdzie by teraz pojechać...
Kolejne świetne miejsce na odpoczynek.
Wiking też odpoczywa.
Czas na zdjęcie :)
Samowyzwalacz sam się wyzwolił.
Jeszcze chwila!
Skoro przerwa, to napijemy się herbaty.
A oto wsie po drodze. Pusto, czysto, schludnie.
Powiem szczerze, ciężko było pod tą kilkukilometrową górę podjechać. Ale było warto - choćby dla 5 minutowego zjazdu! Ihaaa
A po drodze: koń na drodze.
Kolejna ciekawostka...
W Breiviku też było pod górę (widać po krzywej sywetce gibającej się na boki).
Ale jak się wjechało - widoki boskie.
WTF?!
Aaaaa... to ja!
Prawdziwy mężczyzna rozpalił ogień, by jego kobieta nie zmarzła. Ba! rozpalił go w deszczu. :)
Wiecie co to był za znak? Zakaz postoju. :)
O, tutaj lepiej widać znak. A my zrobiliśmy sobie tam biwak, hie hie
I znowu w drogę.


Oto jeden z wielu parkingów 'z choinką', czyli miejsca gdzie są ławki i kible, można odpocząć i coś zjeść. Tutaj all inclusive nad samą rzeką.

A wieczorami... :)

To było ostatnie pakowanie niestety. Ale nie martw się Norwegio, jeszcze wrócimy!

Cała wycieczka trwała koło tygodnia, zdążyliśmy zobaczyć wiele pięknych miejsc i przemarznąć do szpiku kości. Jest ciężko, ale kontakt z taką niesamowitą przyrodą w jednym z bogatszych na świecie krajów sprawia, że zaraz chce się tam wrócić. I na pewno to zrobimy.

A.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz