niedziela, 12 czerwca 2016

New York, New York...


Kiedy jakieś trzy miesiące temu zobaczyłam na fly4free promocję biletów do Nowego Jorku, nie mogłam się oprzeć i nie zastanawiając się długo, kliknęłam 'kupuj' i tym samym stałam się posiadaczką dwóch biletów lotniczych do Wielkiego Jabłka za... 951 zł każdy. ;) Oczywiście podróżowanie do miast, i to do miast krajów drogich, nie kończy się tylko na koszcie biletu lotniczego i dobrze wiedziałam, że nawet tydzień w USA dość sporo nas wyniesie, jednak postanowiłam spełnić swoje kolejne marzenie i w końcu się tam wybrać. Nie wiedzieć czemu od zawsze mi się marzyło, by kiedyś tam pojechać i na własne oczy ujrzeć te wszystkie słynne budynki, by przejść się tymi ulicami z filmów, by przejechać się żółtą taksówką i pospacerować po Central Parku.

Żółte taksówki na Manhattanie.


Kiedy w końcu wysiedliśmy z samolotu na lotnisku JFK gotowi na odkrywanie nowego miejsca i ogromnego (8-milionowego miasta!) przywitały nas... duchota i zapach śmietnika. Celowo piszę 'zapach', a nie 'smród', gdyż jest to chyba taka charakterystyczna cecha tego miasta, że przesiąknięte jest unoszącym się wszędzie zapachem śmieci i jest to na tyle intensywne, by tak wrażliwy nos jak mój od razu na to zareagował, ale z drugiej strony nie jest aż tak silny, by zupełnie przeszkadzał w oddychaniu i funkcjonowaniu. Po paru dniach nawet przyzwyczailiśmy się do tego, jednak jeśli ktoś spytałby mnie, czym moim zdaniem wyróżnia się NY od innych miast jakie odwiedziłam, powiedziałabym właśnie - zapach! Zapach śmieci w wilgotnym, gęstym powietrzu - wizytówka miasta. Podobno jest tak dlatego, że śmieci wystawiane są wieczorem, a zbierane nie rano, a w ciągu dnia i przez ten czas ulice zdążą przesiąknąć charakterystycznym zapachem. O dziwo - specjalnie nie czułam spalin (mimo ogromnych aut, jakimi jeżdżą Amerykanie). ;)

Przejdźmy do krótkiego opisu naszej wycieczki:
  • w Nowym Jorku byliśmy tydzień
  • mieszkaliśmy na Bronxie z Airbnb (polecam naszych gospodarzy! --> KLIK, mieszkanko SUPER)
  • po mieście poruszaliśmy się głównie pieszo i metrem (z lotniska wzięliśmy raz taxi, gdyż dość późno wylądowaliśmy i byliśmy trochę zmęczeni na bujanie się metrem w środku nocy w nowym miejscu; no i... trzeba było się przejechać żółtą taxi!)
  • zwiedziliśmy większość najważniejsłyniejszych miejsc
  • wykupiliśmy wcześniej NewYorkPass, który umożliwia na wejścia do wielu atrakcji (opłaca się wykupić, jeśli planuje się zwiedzać co najmniej 2-3 atrakcje dziennie).

Miasto jest OGROMNE, zbyt duże by zwiedzić je w tydzień (ba, nawet i pół roku można by poświęcić i wszystkiego się nie zobaczy), jednak jak na ten czas dość sporo udało się nam zobaczyć. Oczywiście żałuję, że nie odkryliśmy dokładniej wielu miejsc, jak np. Central Parku (choć byliśmy tam dwa razy po kilka godzin), ale na wiele miejsc trzeba by poświęcić co najmniej jeden dzień... Nie lubię zwiedzania na szybko i nie lubię miast z perspektywy turysty, uważam że zupełnie inaczej wszystko wygląda jak się tam mieszka. Ale cóż, mieliśmy tylko (albo i aż?) tydzień, może kiedyś będzie nam dane mieszkać tam parę miesięcy? Kto wie.

Zapraszam do oglądania zdjęć.

TOP OF THE ROCK i ROCKEFELLER CENTER

Piękna fontanna otoczona flagami przy centrum Rockefellerów
Wejście na punk widokowy Top of The Rock w Centrum Rockefellerów.
Chyba najlepszy punkt widokowy na Manhattan! Widok na Central Park i północny Manhattan.
A tutaj widok z drugiej strony - prawdopodobnie jeden z najpopularniejszych nowojorskich obrazków. Najwyższy budynek to Empire State Building, w tle z prawej widać nową wieżę World Trade Center.

 TIMES SQUARE

Słynny Times Square przy skryżowaniu 42 ulicy i Broadway. Co właściwie jest takiego ciekawego w tym miejscu? Mnóstwo bilboardów i reklam, sklepy (nawet polski Inglot!), różnego rodzaju wystawy, no i oczywiście teatry.
Za pierwszym razem (a przechodziliśmy tędy wiele razy) trafiliśmy na stosunkowo mało turystów, można było swobodnie się przemieszczać, nawet zrobić sobie zdjęcie. Zastanawiałam się skąd ta zła sława, bo przecież nie było tam tak źle... do czasu aż nie przyszliśmy tam w sobotę wieczorem - uff, masakra, nie polecam!
Ile tu reklam!
Żółte taksówy są wszędzie.
UWIELBIAM amerykańskie samochody! Są wielkie, szybkie, mocne, wygodne, całkiem ciche... i spalają co najmniej 10 litrów, ale żaden Amerykanin się tym nie przejmuje. ;) A ciężarówki to mój hit.  

Tak wygląda Times Square w sobotę wieczorem...
Ciekawostka -któż z nas nie kochał Foresta Gumpa? ;)

MADAME TUSSAUD, czyli Muzeum Figur Woskowych

Bardzo ciekawa wystawa, mimo iż wydaje się być trochę tandetna, ale figury ładnie wykonane i można było się trochę pośmiać. Podobno figury są odwzorowaniem 1:1.

Znam tego gościa z prawej.
Przywódcy duchowi.
Jest i nasz polski akcent!
Masz pan, kup se nowy garniak.
Może nie zauważy.
Przepraszam, którędy na Broadway?
O TAK!

W następnej części m.in. Brooklyn Bridge i Statua Wolności! 

A.

Na koniec słynne nowojorskie schody przeciwpożarowe i obowiązkowe klimatyzatory w oknach - podobno bez tego latem nie da się żyć (jestem w stanie w to uwierzyć - nasze 25 stopni nie ma się ni jak do nowojorskiego, dusznego, parnego, nieznośnego 25 stopni...)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz