środa, 28 stycznia 2015

Nowy Rok, część trzecia, ostatnia. #3/3


Po Sylwestrze i dwóch dniach nowego roku, postanowiliśmy odwiedzić Starych Znajomych za granicą, a tak właściwie to Znajomą i wcale nie starą! ;) Jednak jak to mają w zwyczaju powsinogi (jak ja i Wiking), gdzieś ich w międzyczasie musiało jeszcze wywiać. Zaliczyliśmy przed Monachium jeszcze zamek z puzzli Neuschwanstein (na pewno mieliście takie puzzle) oraz wybraliśmy się na konkurs Czterech Skoczni do Innsbrucka; tak jak wspominałam, dmuchaliśmy naszym pod narty i dzięki temu był to najlepszy występ Polaków w tym konkursie. (czary!)

Tymczasem ZAPRASZAM DO OGLĄDANIA ZDJĘĆ*.

*Fotograf cały czas ten sam, Wiking we własnej osobie (ja lubię robić zdjęcia, ale czasem dobrze jest nie myśleć o tym i po prostu chłonąć widoki i wrażenia).

Tak dla przypomnienia - tam właśnie spaliśmy. Namiot był w miejscu mniej więcej gdzie jest mój palec. (Śnieżnik)

Po górach czekała nas długa trasa...aż w końcu ujrzeliśmy we mgle zarys zamku,

Tak zamek wyglądał rano.


Oczywiście pamiątkowe zdjęcie...

Tak zamek wyglądał z bliska - piękny, ale te tłumy...

...robiące zdjęcia zabytkowi ( w tym my oczywiście)...

...no i turyści (z Chin) robiący sobie zdjęcia z turystami z Polski... aj, zdecydowanie zbyt popularne miejsce! Ale uroku zamkowi nie można odjąć.

Zamek Neuschwanstein naprawdę robi wrażenie, jednak czar takich miejsc odbierają TŁUMY i pielgrzymki zwiedzających z całego świata. Szczerze mówiąc, odechciewa mi się wtedy wszystkiego i cieszę się, że miejsce już zobaczyłam i nie będę musiała już tam wracać. Wystarczy, że ułożę sobie puzzle.

Następny przystanek - Austria! A jeśli Austria, to oczywiście też sporty zimowe. My wybraliśmy się na skoki.

Jako dziecko byłam wielką fanką Małysza, oglądałam każdy konkurs i bez problemów wymieniałam nazwiska większości skoczków. Po odejściu naszego mistrza skoków specjalnie nie oglądałam, kadry narodowe się zmieniły i nie wszystkich zawodników kojarzę, ale i tak sporo frajdy przyniosło nam kibicowanie tym odważnym chłopakom.
Do konkursu w Innsbrucku zakwalifikowali się wszyscy startujący Polacy i zajęli nie najgorsze nawet miejsca (wygrał Austriak bądź Niemiec - nie pamiętam), a to wszystko przez to że ze wszystkich sił im kibicowaliśmy i dmuchaliśmy pod narty! :)
Atmosfera była niesamowita; żałuję że wcześniej nie jeździłam na skoki.


Samojebka na trybunach.

UWAGA! Oto dupa Stocha.

Przewaga biało-czerwonych flag, niestety nie polskich.


Po Austrii w końcu przyszedł czas na nasz cel - Monachium! Wiele słyszałam o tym mieście i koniecznie chciałam je zobaczyć. Prawdę mówiąc, zabytki specjalnie mnie nie urzekły, natomiast myślę, że do mieszkania to miejsce jest świetne.

Zwiedzamy, zwiedzamy.

Kościoły (przypominam, że Bawaria jest katolicka)...

...Ratusz...

...hol Ratusza...

...ale coś ciekawszego było oczywiście gdzie indziej. :)


Odwiedziliśmy muzeum Mercedesa i BMW...

...karmiłam gęsi przy stadionie olimpijskim...

...wjechaliśmy też na wieżę widokową (moje ulubione).

Takie tam macanki na wieży.

Wieczorem wpadliśmy jeszcze zobaczyć stadion Bayernu.

No i spacerek po Rynku! Piękne oświetlenie.

Butelka dla dzieci jako kufel piwa?...
Przed Ratuszem była wieeeeeeeeeeeeeeelka choina!

A po zwiedzaniu... impreza w domku :)

A na koniec szybkie spojrzenie na zamglony najwyższy szczyt Niemiec:

Zugspitze. Tam wrócę latem!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz