czwartek, 21 listopada 2013

Tania Szkocja?

Na początek przedstawię wszystkim przerażonym, jak to się dzieje, że ciągle gdzieś jeżdżę. No przede wszystkim jest ze mnie STRASZNIE niespokojny duch i mam nieustanną potrzebę przemieszczania się. No dobrze - powiecie - ale to przecież TYLE KOSZTUJE!... No właśnie, tutaj zaczyna się dyskusja.

Zacznę od tego, że
zależy co kto lubi - jeśli ktoś nie lubi się wysilać, nie lubi niepewności, transportu publicznego, schronisk, hosteli i innych ' dyskomfortów' - jasne, to może kosztować. Jeśli kogoś na to stać i tak lubi, to nie widzę problemu. Do tych osób nie należę, a podróżować muszę (taka natura - jedni muszą co roku zmieniać płaszcze, inni muszą palić, ktoś musi czytać, oglądać seriale, jeździć rowerem itd.), bo w pewnym sensie mnie to uszczęśliwia. No tak, ale jak to zrobić jeśli się nie ma góry pieniędzy?

Oczywiście, to wszystko też jest jakiś pieniądz i nie mogę powiedzieć, że nie dostaję ich w ogóle, ale podpowiem jak to robię (lub jak można to zrobić), by nie kosztowało to aż tak dużo jak się wydaje, a można było zobaczyć kawałek świata.

Mam już za sobą sporo niskobudżetowych wypadów, głównie jednak weekendowych w polskie góry, najczęściej z pewną osobą o imieniu na Z. ( :* ), ale teraz będzie o tym, jak poradziliśmy sobie w nietanim kraju.

Szkocja, jak cała Wielka Brytania, jest dla nas bardzo droga. Jedzenie, hotele, transport itd. Oto jak wyglądały nasze rozwiązania do zamknięcia się we w miarę niewysokich kosztach.
  • tanie linie lotnicze - podstawa, trzeba przecież tam się jakoś dostać; w tym wypadku akurat promocja podyktowała nam kierunek ;) bilet z Poznania w 2 strony RyanAir to ok. 300zł + bagaż (niestety kwota za 1szt bagażu nadanego to jeszcze raz cena biletu... -.- )
  • jedzenie ze sobą - zaopatrzyliśmy się w spory zapas jedzenia z Polski, na miejscu kupowaliśmy jedynie świeże produkty, typu chleb, warzywa, woda (chociaż w UK nie ma zbyt wiele świeżego chleba i warzyw); 
    • najważniejsze - JEDZENIE LIOFILIZOWANE kupione w PL, chociaż tam kosztowało tyle samo; jest to odwodniony pełnowartościowy posiłek, proste przygotowanie, duża wytrzymałość, no i bardzo smaczne :) koszt 1 obiadu dla 1 os. to ok 16-18zł, śniadania ok. 10zł. Zabraliśmy palnik i kuchenkę, więc herbaty gotowaliśmy do woli
  • noclegi w hostelach, na dziko, camping, CouchSurfing  - w Szkocji, podobnie jak w krajach skandynawskich, obowiązuje prawo do obozowania na dziko, dlatego zabraliśmy ze sobą namiot i rozbijaliśmy się praktycznie gdzie nam się podobało. Czasem braliśmy kemping (koszt ok. 6 funtów za noc/os.). W Edynburgu oczywiście dwie noce w hostelu, też niedrogo. Raz rozbiliśmy nawet namiot w centrum miasta niedaleko czyjejś posiadłości - nie mogliśmy znaleźć innego miejsca, ale nikt się nie przyczepił :) a CouchSurfing - wiadomo, a kto nie zna tego portalu, to zapraszam na: www.couchsurfing.com - akurat nie korzystaliśmy.
  • autostop akurat nie funkcjonuje tam najlepiej, chociaż złapaliśmy na stopa czeskie kampery oraz dwa razy podwiózł nas pewien młody Holender spotkany pierwszy raz w destylarni Whisky, sam nam zaoferował transport, a potem spotkaliśmy się jeszcze po drodze. Pozdrawiamy!
    Poza tym, chodziliśmy tam gdzie się dało na pieszo, ale najwięcej jeździliśmy autobusami i pociągami - i na to też wydaliśmy najwięcej pieniędzy.
    Czekając na stopa... hmm, chyba nic nie jedzie! [wyspa Skye]
    Takie widoki z rana! Wschód słońca na Skye.
    Śniadanko na świeżym powietrzu smakuje najlepiej.
No dobra, przyznaję - jako że udało nam się zaoszczędzić sporo kasiory na wyżej wymienionych przykładach, zdarzyło nam się z 3-4 razy pójść do kawiarni i stołować się w mieście (nie spróbować fish and chips?!). No i oczywiście wstępy do królewskich pałaców za darmo nie są... jednak kiedy dowiedzieliśmy się, że w letniej rezydencji Królowej w Edybnurgu jest obecnie wystawa oryginalnych szkiców anatomicznych Leonarda da Vinci, nie wahaliśmy się ani minuty! :D Byliśmy i jesteśmy oczywiście pod wielkim wrażeniem.

No to teraz, żeby nie było za różowo :) - jakie widzę wady w takim podróżowaniu?
  • brak wygody - czasem pada deszcz, czasem się nie chce dźwigać plecaka i aparatu, trzeba codziennie zwijać i rozwijać namiot - to ostatnie nie jest dla mnie przeszkodą, ale dla niektórych mogłoby być.
  • ograniczenia przemieszczania się  - na autostop trzeba poczekać (na autobus też); popularne jest tam wypożyczanie samochodów i to na pewno byłoby wygodniejsze i może więcej byśmy zobaczyli, ale wiadomo...
  • uboga dieta - no właśnie, różnie z tym bywa; dobrym wyjściem jest zaopatrzenie się w tzw. liofile - to jest naprawdę DOBRY posiłek, daje dużo energii i smakuje też przyzwoicie, zwłaszcza jak się człowiek zmęczy na świeżym powietrzu. Wifony i inne takie radzę spożywać w ostateczności. No właśnie - czasem też jest problem ze świeżymi warzywami/owocami - nie przeżywają transportu itd. My kupowaliśmy głównie jabłka i banany i nie czułam dużego niedoboru :)
  • uzależnienie od pogody - tak jak wspominałam, czasem słońce, czasem deszcz, bywa, że trzeba się rozbić wcześniej, bo nadchodzi wielka granatowa chmura, albo rano trzeba poczekać aż przestanie padać i w miarę wyschnie namiot - nam się to parę razy zdarzyło.
  • higiena? - nie polecamy, jeśli ktoś nie lubi 'się brudzić', bo wiadomo, że czasem nie myjesz się parę dni, ciuchy też raczej te same. Zęby oczywiście zawsze myliśmy, jakby inaczej! Rozwiązaniem są mokre chusteczki dla dzieci - jednak wiadomo, prysznica nie zastąpią. Ale dla mnie mogą być.

I co - można? Można! Dla jednego taki sposób to ograniczenie, dla innego wolność. Jeśli się chce, oczywiście. My chcemy i tak jeździć będziemy. Jak będzie nas już stać, to sobie wypożyczymy auto, ale poza tym osobiście odpowiada mi ten styl. I nie zamierzam rezygnować! :)

Jak są pytania, to czekam na nie w komentarzach.

Kłaniam się nisko,

J.


A właściwie:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz