niedziela, 1 grudnia 2013

Polska na weekend, czyli Izery i Karkonosze.

Tak tak, wszyscy zgadli :D miejsce na zdjęciu to była CHATKA GÓRZYSTÓW w Izerach.

Dla wprawionego łazika - dwa, dwa i pół dnia. Dla mniej szalonych - cztery do pięciu dni. My przeszliśmy Izery i Karkonosze w trochę ponad trzy (z plecakami). Ale dogłębnie, prawie każdy zakątek, no i spaliliśmy się w słońcu (we wrześniu!)

Początek w Świeradowie Zdrój, koniec na Przełęczy Okraj.

Izery - super, cisza, spokój - to, czego szukam w górach. Karkonosze? Ugh, sami zobaczycie....

Mimo to, jest to dobry pomysł na weekend, zwłaszcza dla mieszkańców województwa lubuskiego, wielkopolskiego, dolnośląskiego czy opolskiego. Z innych części kraju nie opłaca się tak długo jechać (no chyba, że ktoś jest bardzo zdeterminowany;) ).

Świeradów Zdrój start!



Piękny wrzesień. Spodziewałam się więcej jesieni!...

No jeszcze kawałek do schroniska, tam nocleg.

Po dwugodzinnym spacerze po lesie, ukazała się jedna z piękniejszych polan w polskich górach - Hala Izerska.

Nie dość, że po sezonie, to jeszcze w środku tygodnia. Pogoda też idealna. Marzenie!

A oto nasz cel, prywatne schronisko na Hali Izerskiej - Chatka Górzystów z największym prywatnym zbiorem książek, jaki widziałam.
Wkraczamy na torfowiska! Jest to jeden z większych obszarów torfowisk w Polsce, jest tam między innymi słynna borowina, którą wykorzystuje Tołpa.
Kiedyś znajdowała się tu niemiecka osada. Ale mieli widoki!


Cudze chwalicie, swego nie znacie! Widziałam wiele zachodów słońca, ale ten był jednym z ładniejszych.


Hala Izerska ma specyficzny mikroklimat i jest to jedno z najzimniejszych miejsc w Polsce (!). No wtedy trochę mroziło (jak widać).

Wszystkie kolory na niebie.


Jakieś małe tornado się z chmur utworzyło. W sumie to dwa.

Jeszcze jedno spojrzenie przed wejściem do chatki.

No i co znalazłam?!

Gwiazda wieczoru (nie mogło być inaczej).


A tu już o poranku - ruszamy na Stóg Izerski by okrążyć całe pasmo Izerów i dojść do Orle, które nota bene jest godzinę drogi od Chatki.

No kotek przyszedł nas pożegnać i nie chciał się rozstać.

Grzybek - dupa.

Szlak "borowina".

Jesień.

W końcu dotarli do następnego schroniska - Orle, także byłej osady niemieckiej. Tutaj też pustki. Ale pycha naleśniki! (po wysiłku na świeżym powietrzu wszystko smakuje)

Świt w Orle.

Widok ze schroniska.




No i wyruszamy w niezwykle ekscytującą trasę przez Jakuszyce do Karkonoszy. Jak widać adrenalina na pełnych obrotach :)

W końcu ukazała się nam Szrenica.

Dobra, widać że udawane...

Śnieżne Kotły.

Nie ma to jak po całym męczącym dniu marszu w słońcu (widać zjarane twarze) wypić sobie zimne czeskie piwko! Mmm.

Widok na Samotnię.

NIESTETY! Okolice Śnieżki i Śląskiego Domu tak właśnie wyglądają... i tego nie lubię w Karkonoszach. Niestety, żeby przejść nie obyło się bez przepychania łokciami. Przyspieszyliśmy gazu na tym odcinku by czym prędzej dotrzeć do Przełęczy Okraj, która jest uznawana za koniec Karkonoszy i tym samym naszego wrześniowego wypadu.
No jeszcze tylko zupa w Jelence, zejście do schroniska, tam czekał nas smażony syr i później głęboki sen.

Kto więc tam jeszcze nie był - polecam (zwłaszcza jak ma blisko), a kto był, ten sobie przypomniał :)

Vielen Dank,
J.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz