czwartek, 5 grudnia 2013

Urodzinowe szaleństwa

Tak, wybraliśmy się w lutym pod namiot w góry - dla niektórych pewnie wydaje się to nieco egzotyczne, ekstremalne, dla tych co próbowali - pewnego rodzaju 'inicjację'.

Powiem tak - nic strasznego, kwestia sprzętu. Tak samo odpowiadał z resztą nasz słynny polarnik Marek Kamiński (osobiście byłam na wykładzie) - większość sukcesu to przygotowanie: kondycja, sprzęt, nastawienie psychiczne. Potem po prostu samo się dzieje.

Oczywiście nie można tego porównywać do wyprawy na biegun, ale jako tako dla mnie był to przedsmak  zimy. Nie zmarzłam, nie przeziębiłam się, nic sobie nie odmroziłam (nawet podczas sikania w nocy na szczycie góry:) ). Wręcz podobało mi się niezmiernie i mam nadzieję, że w tym roku znajdą się chętni, by coś takiego ze mną powtórzyć!

Pogoda nam się trafiła wyjątkowa, do tej pory nie wiem czy Seba nie zamówił jej gdzieś tam u tego pana w górze, bo po prostu lepiej nie można było sobie tego wyobrazić - podczas wchodzenia na szczyt otaczała nas gęsta mgła, widoczność ograniczała się do dwóch drzew do przodu i tyłu, podobnie było na szczycie - zero widoków.

Jednak w nocy pięknie było widać gwiazdy i zapowiadało to urodzinową niespodziankę. Seba mówił tak: "zobaczycie, jak rano wstaniemy, to będzie piękne słońce, pod nami dywan chmur i w tle Tatry!"

Jak było? Hmm - nie pomylił się ani trochę, myślę że spokojnie może iść w konkury z naszym słynnym jasnowidzem!

Zapraszam. Najpierw będą foty mojego autorstwa:

Pierwszy nocleg - w lesie. Było gorąco, obudziłam się spocona. Poważnie!



Na szczycie dzień przed... taka właśnie pogoda.

Szczyt zdobyty!

A o poranku...

...Tatry w tle...
  


...jasnowidz we własnej osobie!

Najlepszy prezent jaki można sobie wymarzyć!

Takie tam na campingu... w sumie to prawie igloo.

Dywan chmur.

Drzwi zamarzły.

Czas na toast! Był szampan, było sto lat... dzięki!

Zamarzł niestety i był mały problem z otwarciem.

Pierwszy łyk dla jubilatki!

:)

Nic dodać, nic ująć.

Czas zacząć się pakować.


Ostatnie spojrzenie...
Ostatni łyk...

..czas zejść w dół! A właściwie zjechać. Praktycznie połowę trasy spędziłam na dupsku. Dobrze, że miałam nieprzemakalne spodnie...

Niezła prędkość nawet była.


Uwielbiam góry zimą.

Baja!

Super urodziny. Ale niedługo to samo, ale z lepszego obiektywu - Mateusza. 

Zapraszam!

J.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz